Kolejna strata.
18 lutego odszedł we śnie Kevin Ayers.
Jakoś niedobrze ten rok się zaczyna.
Wielka szkoda.
Whatevershebringswesing będzie mi się teraz słuchać znacznie smutniej.
Bardzo go sobie cenię, jest legendą sceny Canterbury, uwielbiam jego album Shooting at the moon. Prawdopodobnie gdyby nie Kevin, Mike Oldfield by nie odniósł takiego sukcesu, ba, być może w ogóle by nie został zauważony.