Ankieta

Peter Hammill Solowe płyty czy VdGG

Solowe
14 (77.8%)
VdGG
4 (22.2%)

Głosów w sumie: 14

Autor Wątek: Peter Hammill Solowe płyty czy VdGG  (Przeczytany 30497 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Polset

  • NadKoneser
  • Ekspert-wyjadacz
  • ****
  • Wiadomości: 6623
  • Płeć: Mężczyzna
  • Michał Sz. (Polset)
    • Zobacz profil
    • Polset on YouTube
Odp: Peter Hammill Solowe płyty czy VdGG
« Odpowiedź #30 dnia: 20 Czerwca 2011, 08:13:13 »
Może w latach 1972-1974 Hammill nie był jeszcze gotowy, by prowadzić działalność muzyczną na dwa fronty? Kilka lat później już może dojrzał do tego?
A po "Pawn Hearts" Hammillowi wydawało się, że nie ma szans na przebicie tej płyty i rozwiązał zespół?
Pytania, pytania, gdybania...
Oczywiście ja osobiście chciałbym by - powiedzmy w 1973 - ukazał się album z utworami

Strona A:
In the Black Room
Louse Is Not A Home

Strona B
Rock and Role
Gog/Magog

Zresztą na forum był już podobny wątek o "wyimaginowaną" płytę po "Pawn Hearts" (tylko gdzie nie pamiętam).


Zaiste, przebicie ,,Pawn hearts'' jest dla mnie trudne do wyobrażenia. Gdyby miał to być jeszcze lepszy album to po prostu nie mieści się to w moim horyzoncie muzycznych wyobrażeń. Ciekawe jest to , że wówczas zespól mimo młodego wieku prezentował muzykę niezwykle dojrzałą i wyrafinowaną. W tym względzie bił wówczas na głowę swoich kolegów z Charismy -  Genesis i to bynajmniej nie tylko. Notabene był także bardziej popularny. Dla mnie na przykład szokująca byla lektura zestawienia najlepiej sprzedających się płyt we Włoszech z marca 1972 roku. Oto pierwsza piątka :
1. VDGG - ,,PAWN HEARTS''!!!
2. PFM - ,,Storia di un minuto''
3. ELP - ,,Pictures at an exibition''
4. Genesis - ,,Nursery cryme''
5. King Crimson - ,,Islands''
A dopiero dalej George Harrison , John Lennon i jego ,,Imagine'' , Led Zeppelin itd.
Włosi byli wówczas doprawdy szaleni ! W tym kontekście nie dziwi zatem ogromny ,,wysyp'' zespołów progresywnych w tym kraju i to wielu znakomitych. Rynek włoski wręcz ocalił wówczas Genesis , którego album ,,Nursery cryme'' sprzedawał się w Anglii kiepsko podobnie jak wcześniejszy ,,Trespass''.



bo wlosi zawsze mieli dziwny gust muzyczny- wkoncu w tym kraju VDGG zawsze swięcil wielkie triumfy- jesli zaś chodzi o rozwiązanie sie VDGG trzeba by zapytac Hammilla choć on pewnie nie odpowie lub powie co juz wiemy ( z wkladek remasterow VDGG: ze dlugie trasy , brak kasy...) Nie zgodze sie jednak ze stwierdzeniem ze gdyby sie VDGG nie rozwiazalo na kilka lat byliby w czolówce swiatowego proga jak yes czy genesis). Trzeba bowiem pamietac ze muzyka Yes czy wspomnianego Genesis mimo calego swojego piekna byla o wiele latwiejsza w odbiorze i nie ma co ukrywac bardziej przebojowa niz dziela VDGG- a Hammill mimo ze nie bylo juz Van der Graffa jako zespolu dalej realizował swoje pomysly na wlasnych plytach- a zresztą VDGG wciąż jest wymieniany jako scisła czolówka klasyki progresu i nawet jakby nagrali plyte w 1973 roku nic by zmienilo sie w ich sytuacji

Nie uważam ze muzyka Yes czy Genesis był łatwiejsza w odbiorze. Suita "Close to the Edge" jest ciężka jak cholera a jest to jeden z najsłynniejszych utworów tej grupy. ELP to samo. A Vdgg mieli taki utwory jak "House With no Door" "The Sleepwalkers" to tez materiał na progresywny przebój w tamtych czasów.  A pomyśmy jak dziwaczne płyty nagrywał Zappa a tez były popularne. Ja nigdy nie pojmę czemu VDGG nie sa gwiazdą na miarę Jethro Tull   
I cieszę się że jestem sam. Samotnie łatwiej myśleć i łatwiej tańczyć kiedy już poumierają wszyscy"

Offline Sebastian Winter

  • Wampir
  • Ekspert-wyjadacz
  • ***
  • Wiadomości: 20012
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Peter Hammill Solowe płyty czy VdGG
« Odpowiedź #31 dnia: 20 Czerwca 2011, 12:23:34 »
Sleepwalkers raczej taki przebojowy nie jest- poza tym za dlugi na radio, House with no door za ponury- zresztą podobnie jak caly dorobek VDGG- moze wlasnie dlatego nigdy nie odnieśli sukcesów? Genesis i ELP mieli bardziej przebojowe i jasne piosenki vide Lucky man, i know what i Like, Still... you turn me on- poza tym jeszcze przed wydaniem debiutu ELp zespol mial znakomity PR angielskie gazety ciagle pisaly o nowej supergrupie itp.
What can I say when, in some obscure way,
I am my own direction?

Offline mahavishnu

  • Koneser
  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 138
    • Zobacz profil
Odp: Peter Hammill Solowe płyty czy VdGG
« Odpowiedź #32 dnia: 20 Czerwca 2011, 14:19:37 »
Może w latach 1972-1974 Hammill nie był jeszcze gotowy, by prowadzić działalność muzyczną na dwa fronty? Kilka lat później już może dojrzał do tego?
A po "Pawn Hearts" Hammillowi wydawało się, że nie ma szans na przebicie tej płyty i rozwiązał zespół?
Pytania, pytania, gdybania...
Oczywiście ja osobiście chciałbym by - powiedzmy w 1973 - ukazał się album z utworami

Strona A:
In the Black Room
Louse Is Not A Home

Strona B
Rock and Role
Gog/Magog

Zresztą na forum był już podobny wątek o "wyimaginowaną" płytę po "Pawn Hearts" (tylko gdzie nie pamiętam).


Zaiste, przebicie ,,Pawn hearts'' jest dla mnie trudne do wyobrażenia. Gdyby miał to być jeszcze lepszy album to po prostu nie mieści się to w moim horyzoncie muzycznych wyobrażeń. Ciekawe jest to , że wówczas zespól mimo młodego wieku prezentował muzykę niezwykle dojrzałą i wyrafinowaną. W tym względzie bił wówczas na głowę swoich kolegów z Charismy -  Genesis i to bynajmniej nie tylko. Notabene był także bardziej popularny. Dla mnie na przykład szokująca byla lektura zestawienia najlepiej sprzedających się płyt we Włoszech z marca 1972 roku. Oto pierwsza piątka :
1. VDGG - ,,PAWN HEARTS''!!!
2. PFM - ,,Storia di un minuto''
3. ELP - ,,Pictures at an exibition''
4. Genesis - ,,Nursery cryme''
5. King Crimson - ,,Islands''
A dopiero dalej George Harrison , John Lennon i jego ,,Imagine'' , Led Zeppelin itd.
Włosi byli wówczas doprawdy szaleni ! W tym kontekście nie dziwi zatem ogromny ,,wysyp'' zespołów progresywnych w tym kraju i to wielu znakomitych. Rynek włoski wręcz ocalił wówczas Genesis , którego album ,,Nursery cryme'' sprzedawał się w Anglii kiepsko podobnie jak wcześniejszy ,,Trespass''.



bo wlosi zawsze mieli dziwny gust muzyczny- wkoncu w tym kraju VDGG zawsze swięcil wielkie triumfy- jesli zaś chodzi o rozwiązanie sie VDGG trzeba by zapytac Hammilla choć on pewnie nie odpowie lub powie co juz wiemy ( z wkladek remasterow VDGG: ze dlugie trasy , brak kasy...) Nie zgodze sie jednak ze stwierdzeniem ze gdyby sie VDGG nie rozwiazalo na kilka lat byliby w czolówce swiatowego proga jak yes czy genesis). Trzeba bowiem pamietac ze muzyka Yes czy wspomnianego Genesis mimo calego swojego piekna byla o wiele latwiejsza w odbiorze i nie ma co ukrywac bardziej przebojowa niz dziela VDGG- a Hammill mimo ze nie bylo juz Van der Graffa jako zespolu dalej realizował swoje pomysly na wlasnych plytach- a zresztą VDGG wciąż jest wymieniany jako scisła czolówka klasyki progresu i nawet jakby nagrali plyte w 1973 roku nic by zmienilo sie w ich sytuacji

Zauważ , że nie napisałem , że VDGG byłby równie popularny jak Yes czy Genesis. Powyższych zespołów użyłem jako przykład , co by się stało , gdyby w latach 1972 - 1974 nie nagrały żadnej płyty , a zamiast nich np. solowe albumy. Nie mielibyśmy zatem dzisiaj takich płyt jak ,,Close to the edge'', ,,Tales from topographic oceans'' , ,,Relayer'' , ,,Foxtrot'' , ,,Selling England by the pound''. Pamiętajmy o tym , że lata 1972 - 1974 to apogeum artystycznego rozwoju rocka progresywnego. Muzycy  ówczesnej generacji grający właśnie taka muzykę byli u szczytu możliwości twórczych , ponadto nie ulegali jeszcze komercyjnej presji rynku. VDGG nawet gdyby nagrywał płyty w latach 1972 - 1974 nigdy nie mógłby liczyć na popularność zbliżoną do Yes czy Genesis. Poziom komplikacji muzyki to jedna sprawa , istotne jest także to , że zespól generalnie nie miał potencjału komercyjnego i być może , co najistotniejsze, nigdy nie miał ambicji uzyskania statusu gwiazdy sprzedającej w Anglii zawrotne ilości płyt. Sam Hammill gdyby nawet chciał o taki status się ubiegać raczej nie miałby szans. Był osoba nazbyt introwertyczną , bezkompromisową i przede wszystkim ,,nie medialną''. VDGG  to dla mnie fenomem właśie w aspekcie związanym z tym , iż właściwie nigdy nie zabiegali oni o większą popularność, nigdy nie starali sie dopasować muzyki do potrzeb rynku , co wielu zespołom progresywnym  począwszy od drugiej połowy lat 70-tych zdażało się coraz częsciej (Yes , Genesis, Moody blues , Jethro Tull ,  nawet King Crimson w latach 80--tych nie był tu bez skazy.
Nawiazując jeszcze do głównego wątku tego tematu : Wolę płyty VDGG dlatego poniewaz to właśnie na nich udało sie zachowac ,,zloty środek'' między warstwą słowną a muzyczną. Na albumach solowych Hammilla muzyka jest zdecydowanie zepchnięta na drugi plan. Dla mnie ważniejsza jest natomiast muzyka , co determinuje właśnie takie preferencje. Nie uważam zatem , że płyty VDGG są ,,lepsze'' , one są inne , a właśnie ta ,,inność'' do mnie bardziej przemawia. To tak jak z Rogerem Watersem - jego płyty solowe są pod względem tekstowym nie gorsze niż albumy Pink Floyd , ale w sferze muzycznej są znacznie uboższe , zawierają znacznie mniej ciekawych pomysłów czysto muzycznych.

Offline mahavishnu

  • Koneser
  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 138
    • Zobacz profil
Odp: Peter Hammill Solowe płyty czy VdGG
« Odpowiedź #33 dnia: 20 Czerwca 2011, 14:57:48 »
Może w latach 1972-1974 Hammill nie był jeszcze gotowy, by prowadzić działalność muzyczną na dwa fronty? Kilka lat później już może dojrzał do tego?
A po "Pawn Hearts" Hammillowi wydawało się, że nie ma szans na przebicie tej płyty i rozwiązał zespół?
Pytania, pytania, gdybania...
Oczywiście ja osobiście chciałbym by - powiedzmy w 1973 - ukazał się album z utworami

Strona A:
In the Black Room
Louse Is Not A Home

Strona B
Rock and Role
Gog/Magog

Zresztą na forum był już podobny wątek o "wyimaginowaną" płytę po "Pawn Hearts" (tylko gdzie nie pamiętam).


Zaiste, przebicie ,,Pawn hearts'' jest dla mnie trudne do wyobrażenia. Gdyby miał to być jeszcze lepszy album to po prostu nie mieści się to w moim horyzoncie muzycznych wyobrażeń. Ciekawe jest to , że wówczas zespól mimo młodego wieku prezentował muzykę niezwykle dojrzałą i wyrafinowaną. W tym względzie bił wówczas na głowę swoich kolegów z Charismy -  Genesis i to bynajmniej nie tylko. Notabene był także bardziej popularny. Dla mnie na przykład szokująca byla lektura zestawienia najlepiej sprzedających się płyt we Włoszech z marca 1972 roku. Oto pierwsza piątka :
1. VDGG - ,,PAWN HEARTS''!!!
2. PFM - ,,Storia di un minuto''
3. ELP - ,,Pictures at an exibition''
4. Genesis - ,,Nursery cryme''
5. King Crimson - ,,Islands''
A dopiero dalej George Harrison , John Lennon i jego ,,Imagine'' , Led Zeppelin itd.
Włosi byli wówczas doprawdy szaleni ! W tym kontekście nie dziwi zatem ogromny ,,wysyp'' zespołów progresywnych w tym kraju i to wielu znakomitych. Rynek włoski wręcz ocalił wówczas Genesis , którego album ,,Nursery cryme'' sprzedawał się w Anglii kiepsko podobnie jak wcześniejszy ,,Trespass''.



bo wlosi zawsze mieli dziwny gust muzyczny- wkoncu w tym kraju VDGG zawsze swięcil wielkie triumfy- jesli zaś chodzi o rozwiązanie sie VDGG trzeba by zapytac Hammilla choć on pewnie nie odpowie lub powie co juz wiemy ( z wkladek remasterow VDGG: ze dlugie trasy , brak kasy...) Nie zgodze sie jednak ze stwierdzeniem ze gdyby sie VDGG nie rozwiazalo na kilka lat byliby w czolówce swiatowego proga jak yes czy genesis). Trzeba bowiem pamietac ze muzyka Yes czy wspomnianego Genesis mimo calego swojego piekna byla o wiele latwiejsza w odbiorze i nie ma co ukrywac bardziej przebojowa niz dziela VDGG- a Hammill mimo ze nie bylo juz Van der Graffa jako zespolu dalej realizował swoje pomysly na wlasnych plytach- a zresztą VDGG wciąż jest wymieniany jako scisła czolówka klasyki progresu i nawet jakby nagrali plyte w 1973 roku nic by zmienilo sie w ich sytuacji

Nie uważam ze muzyka Yes czy Genesis był łatwiejsza w odbiorze. Suita "Close to the Edge" jest ciężka jak cholera a jest to jeden z najsłynniejszych utworów tej grupy. ELP to samo. A Vdgg mieli taki utwory jak "House With no Door" "The Sleepwalkers" to tez materiał na progresywny przebój w tamtych czasów.  A pomyśmy jak dziwaczne płyty nagrywał Zappa a tez były popularne. Ja nigdy nie pojmę czemu VDGG nie sa gwiazdą na miarę Jethro Tull   

Moim zdaniem muzyka Genesis , Yes i Jethro Tull jest jednak bardziej przystępna i posiada znacznie więcej walorów dających szansę na sukces rynkowy. Najistotniejsze czynniki moim zdaniem są następujące :
1. Język harmoniczny -  muzyka VDGG jest bardzo dysonansowa , posiada fragmenty niemal kakofoniczne (apogeum na płycie ,,Pawn hearts'' ,  takie struktury zawsze odstręczały szersze grono słuchaczy , dla przeciętnego słuchacza dysonanse to nuty wręcz falszywe , z powodów estetycznych są dla nich nie do strawienia. Muzyka Genesis właściwie pozbawiona była takich harmonii , była bardzo tradycyjna i klasyczna - wyjątki pojawiają się może najbardziej na ,,The lamb lies down on Broadway'' np. ,,Waiting room'', podobnie Jethro Tull , jedyny album , na którym pojawiały się bardziej nowoczesne , dysonansowe harmonie to ,,A passion play'' , płyta notabene totalnie schlastana przez krytyków , moim zdaniem niesłusznie , gdyż zawiera wiele fragmentów naprawdę frapującej muzyki. Nieco wiecej harmonii dysonansowych pojawia sie na płytach Yes np ,,Tales ...'',  ..Relayer'' , nie są one jednak tak radykalne i częste jak w wypadku VDGG
2. Sebastian Winter słusznie zauważył , że Yes , Genesis i Jethro Tull miały ,,przeboje'' singlowe , Jethro Tul w latach 1969 - 1971 miał ich nawet kilka : ,,Sweet dreams'' , ,,Living in the past'' , sporym ,,hitem'' był w Usa w 1971 roku  ,,Roundabout'' , o ,,przebojach'' ELP i Genesis wspominał Sebastian
3. VDGG nigdy nie zabiegał o znaczna popularność , nie chcieli oni uzyskać statusu gwiazdy , natomiast ich progresywni pobratymcy mieli w tej kwestii odmienne plany
4. VDGG nie posiadał ,,medialnych'' atutów , które w świecie rocka są niezwykle istotne (Genesis mieli Gabriela , potem Collinsa , Jethro Tull Iana Andersona , który byl świetnym showmanem , natomiast Hammill nie miał ani takich warunków , ani chęci )
5. VDGG był zespołem bezkompromisowym , a przy takim podejściu do twórczości sukces komercyjny jest czyms bardzo trudnym , popularność rockmani często budują na różnych kompromisach , które VDGG były obce
Jeżeli chodzi o Franka Zappę to owszem odnosił on pewne sukcesy , jednak tak naprawdę pierwszym jego albumem , który dobrze się sprzedał było ,,Apostrophe'' (1974) - płyta , jak na niego , bardzo tradycyjna , znacznie lżejsza niż jego wcześniejsze albumy. Kolejny duży sukces komercyjny Zappy to dopiero album ,,Sheik Yerbouti'' (1979) dzięki pastiszowi muzyki disco ,,Dancing fool'' i hitowi ,,Bobby Brown'' VDGG nigdy nie bawił sie w podobne przedsięwzięcia.

Offline ceizurac

  • (цеиэурац)
  • NadKoneser
  • Ekspert-wyjadacz
  • ****
  • Wiadomości: 14638
  • Płeć: Mężczyzna
  • booty
    • Zobacz profil
Odp: Peter Hammill Solowe płyty czy VdGG
« Odpowiedź #34 dnia: 20 Czerwca 2011, 16:40:30 »
Dzięki za tak szczegółową wykładnię. Chociaż nie do końca się z nią zgadzam.
VDGG wydaje mi się jest jak najbardziej medialnym zespołem, a Hammill jako lider zdecydowanie nadaje się do "publicznej prezentacji". Mieliśmy przecież "Plagę" nagraną w 1972 i mieliśmy "Godbluffa" z 1975 - oba nagrane dla telewizji. Mieliśmy również - świetnie wizualnie i muzycznie - koncerty z Leverkusen/Amsterdamu (i innych miast). Chyba zabrakło odrobiny szczęścia by lepiej tę autoprezentację rozprowadzić.
Co do kompromisów. VDGG również je popełniał - wydanie singla "Theme One" na pewno było ukłonem w stronę komercji (nic że nic z tego nie było). Sam Hammill w latach 80-tych również się trochę pobawił z muzyką pop (słynny już "teledysk" do "Painting By Numbers" - Niektórzy na forum mogliby mianem komercji określić singiel "Highly Strung" - rzeczywiście dość przebojowa to piosenka.

There’s the thing, hold it close.
You had your fling. You laid your ghosts.

Time to leave, close the door.
You can’t believe you wanted more,
more or less, al for the best
in the end it’s al behind you.

There’s the thing, for all you know
it’s time to let go.

Offline Sebastian Winter

  • Wampir
  • Ekspert-wyjadacz
  • ***
  • Wiadomości: 20012
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Peter Hammill Solowe płyty czy VdGG
« Odpowiedź #35 dnia: 20 Czerwca 2011, 20:50:19 »
bardzo ciekawie mahavishnu pisze i czesciowo sie znim zgadzam- rock progresywny nigdy nie mial być komercyjny w tradycyjnym tego slowa znaczeniu i przynajmniej w latach 70-76 spelnial swoje zadanie pozniej bylo juz inaczej, lecz czemu VDGG nie doniosl sukcesu chyba nigdy sie nie dowiemy. Moze rzeczywiscie byl za ponury dla masowego odbiorcy, znam osoby ktore uwielbiają Flodow i Yes a VDGG jest dla nich za "gotycki" i dekadencki...a mzoe po prostu PH i spolka nie mieli tyle szczescia co np genesis- moze gdyby wydali jeden popularny singiel dzieje zespolu mogly sie potoczyc inaczej...
nie zgodze sie natomiast ze stwierdzeniem ze solowe plyty Hammilla sa przegadane- teksty PH sa bardzo waznym elementem jego muzyki nawet na plytach VDGG- solowe dziela Mistrza sa po prostu nagrane w innej konwencji- ja na wlasny uzytek nazywam je progresywną poezją spiewaną- co prawda kazdy lubi co innego- mnie ta konwencja odpowiada najbardziej i  dlatego wole solowego PH od vdgg
What can I say when, in some obscure way,
I am my own direction?

Offline mahavishnu

  • Koneser
  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 138
    • Zobacz profil
Odp: Peter Hammill Solowe płyty czy VdGG
« Odpowiedź #36 dnia: 20 Czerwca 2011, 22:41:38 »
Szanse na większą popularność zostały także w niemałym stopniu zaprzepaszczone przez przedwczesny rozpad zespołu w 1972 roku. Grupa mozolnie budowała swoja pozycję w latach 1969 - 1971 coraz lepszymi albumami , myślę , że potrzebowała jeszcze kilku lat aby zbudować mocniej swoja pozycję wśrod słuchaczy. Zauważcie , że wiele zespołów progresywnych budowało swoja popularnosć i reputację cieżką  pracą , sława przychodziła nierzadko po dobrych kilku latach. Świetnym przykładem jest tu Genesis , który właściwie dopiero od płyty ,,Selling England by the pound ' wypłynął na szersze wody , wcześniejsze płyty sprzedawały sie kiepsko. Dlatego uważam , że z punktu widzenia popularności i budowania swojej pozycji na rynku muzycznym rozpad VDGG nastąpił nazbyt szybko. Gdyby zespół chciał liczyć na większy odzew na swoją twórczość musiałby nadal intensywnie koncertować i wydawać regularnie płyty. Grupy grające ambitną muzykę i nie mające wsparcia medialnego budowały swoją pozycję na początku kariery permanentnym koncertowaniem dosłownie wszędzie , gdzie byla tylko taka możliwość. W drugiej połowie lat 70-tych te szanse dalece zmalały , gdyż zmienił się klimat muzyczny , rock progresywny stał się passe , często był niemiłosiernie chlastany przez zachłyśniętych punk rockiem konformistycznych dziennikarzy brytyjskich. W czasach punk rocka i disco taki zespól jak VDGG był w zasadzie na straconej pozycji. Świetnie ilustruje to historia UK , który w pewnym sensie także padł ofiarą niesprzyjających czasów , mimo , że bynajmniej nie stronił od kompromisów (album ,,Danger money'' jest tego potwierdzeniem , szukanie przeboju singlowego w postaci ,,Nothing to lose'', choć zespól był jeszcze bardzo daleki od totalnej kapitulacji artystyczej  , vide Asia). Sam Peter Hammill być może wcale się jednak tym nie przejmuje , nie jest dziś zakładnikiem list przebojów oraz niewolnikiem nowych trendów muzycznych. Niezależność zawsze ma swoją cenę, podobnie jak popularność.

Offline Sebastian Winter

  • Wampir
  • Ekspert-wyjadacz
  • ***
  • Wiadomości: 20012
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Peter Hammill Solowe płyty czy VdGG
« Odpowiedź #37 dnia: 20 Czerwca 2011, 22:49:19 »
na straconej chyba nie bo VDGG jest jednym chyba zespolem progresywnym ktory lubili niektorzy punkowcy vide Johnyy Rotten.....nic dziwnego skoro muzyka PH i spolki posiadala coś zpunkowego ducha- co bardzo dobrze slychać na plycie Vital arowniez i na takich plytach jak Still life ( La rossa) i Godbluff ( Arrow)

a szans na sukces w stylu Yes chyba nie bylo bo PH mial swoją wizje artystyczną ktorej sie trzymal i nie szedl na zadne kompromisy.
What can I say when, in some obscure way,
I am my own direction?