Autor Wątek: Singularity - podejście drugie  (Przeczytany 8754 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline ceizurac

  • (цеиэурац)
  • NadKoneser
  • Ekspert-wyjadacz
  • ****
  • Wiadomości: 14035
  • Płeć: Mężczyzna
  • booty
    • Zobacz profil
Singularity - podejście drugie
« dnia: 04 Marca 2011, 16:26:35 »
Śmierć czyha za rogiem; na każdego czyha... Na mnie też tam gdzieś czyha...

Na początku napiszę, że od pewnego czasu mam pewną obsesję na punkcie tej płyty. Początkowe – tuż po zakupieniu cd – przesłuchania jej nie były przyjemnymi momentami; było jakoś dziwnie i ciężko. Jednym słowem nie powaliła mnie. Teraz, po kilku latach od premiery zacząłem naprawdę odkrywać tę muzykę i teksty. Piszę muzykę i teksty, bo wg mnie stanowią one całość. W pewnym sensie mamy tu do czynienia z concept albumem. Straszenie ciężko jest mi opisać tę muzykę. Teksty również „dotarły” do mnie po wielu „odczytaniach”. Spróbuję się podjąć tego wyzwania i napisać cośkolwiek o TYM POETYCKIM ARCYDZIELE. Nie waham się pisać, że to arcydzieło; wg mnie teksty na tej płycie prawie zdominowały muzykę (za jednym wyjątkiem), tak jak to było w przypadku „Over”. Kiedyś jakąś recenzję „Singularity” napisałem, ale to było na świeżo i za wcześnie... Zatem podejście drugie.

W życiu Hammilla nastąpił pewien przełomowy moment; w 2003 roku podczas spaceru dostał zawału serca i będąc naprawdę o krok od spotkania ze śmiercią. Efektem tego wydarzenia było nagranie płyty „Singularity” (oraz – ale to już inna historia – powrót reaktywowanego VDGG).  Płyta może szokować już samą projektem okładki - „rentgen” twarzy Hammilla (już ducha?) - twarzy tak bardzo doświadczonej życiem); płyta szokuje (albo raczej olśniewa) tekstami; szokuje również, ale już w nieco mniejszym stopniu (to nie lata 70-te, gdy można było eksperymentować sobie do woli) muzyką. Muzyką, którą nagrał sam; muzyką, poprzez którą chciał dotknąć śmierci. Natomiast teksty – to nie tylko temat nieuchronności ludzkiego życia, to również szersze spojrzenie na to owe „dotknięcie” śmierci – poczucie jej oddechu. W tekstach nie obeszło się również bez flirtu z fizyką teoretyczną (tak!). Sam tytuł płyty „Singularity” można tłumaczyć m.in. jako „osobliwość”, a jest to obszar, w którym przyspieszenie grawitacyjne lub gęstość materii są nieskończone; osobliwość wg fizyków powinna istnieć na początku Wszechświata bądź we wnętrzu czarnej dziury. „Event Horizon„ - „Horyzont zdarzeń” (w teorii względności sfera otaczająca czarną dziurę lub tunel czasoprzestrzenny, oddzielająca obserwatora zdarzenia od zdarzeń, o których nie może on nigdy otrzymać żadnych informacji. Innymi słowy, jest to granica w czasoprzestrzeni, po przekroczeniu której prędkość ucieczki dla dowolnego obiektu i fali przekracza prędkość światła. I żaden obiekt, nawet światło emitowane z wnętrza horyzontu, nie jest w stanie opuścić tego obszaru. Wszystko, co przenika przez horyzont zdarzeń od strony obserwatora, znika). Z kolei „White Dot” (Biała kropka) można interpretować jako sam początek Wszechświata, kiedy to cała materia była zagęszczona do nieprawdopodobnej postaci; chociaż tekst tego utworu przestawia raczej samo spotkanie ze śmiercią – czy też konkretniej niemożność z sytuacji ekstremalnej na żaden ruch, na żaden unik. Człowiek w trakcie zawału serca nie może nic; może tylko liczyć na kogoś z zewnątrz.
W tekstach piosenek z tej płyty śmierć pojawia się równie często - jest matka Hammilla chora na Alzheimera (Meanwhile My Mother); jest śmierć stroiciela fortepianu Hammilla (Friday Afternoon). Są kapitalne porównania – śmierć – czarna dziura...

Płytę rozpoczyna nieco przebojowy „Our Eyes Give it Shape” z tym cudownym refrenem:

I'm so glad I'm still here to see this,
the break of day at the end of the long dark night


w którym Hammill daje wyraz niesamowitej radości  z prostego powodu - że żyje. Kompozycja okraszona jest nieco nieudolnie zagraną partią perkusyjną – jednak ma to znamiona pewnej autentyczności. Chciałoby się rzec, że Hammill już na początku nam mówi – to mój album i wara wam od tego jak jest zagrany. Jest mój jako całość.

W drugim z kolei – już bardziej zbliżającym nas do „oddechu” śmierci - jest „Event Horizon”. Rozpoczyna się on nieco spokojniej - delikatne gitary akustyczne wprowadzają nas w jedno z ważniejszych stwierdzeń tego albumu:

Thinking that maybe it's time to cross the line.

Może czas już przejść na druga stronę i pożegnać się ze światem? Ten utwór to również majstersztyk ekwilibrystyki wokalnej Hammilla; a zgrzytająca gitara i partia niby-skrzypiec tylko ją cudownie uzupełniają.

„Famous Last Words” rozpoczyna cudowne zdanie – pod którym mogę się podpisać wielokrotnie w ciągu mojego życia:

If I close my eyes I can pretend
the best is still before me, the worst is at an end.


Tekst ten wspaniale współgra w fortepianowymi motywami i gitarowymi smaczkami w tle. W refrenie znowu wchodzi ta (jakby to powiedzieli zawodowi perkusiści) perkusja niepasująca  do całości.

„Naked to the Flame” oraz „Vainglorious Boy” wydają się być przestrogą przed karierą muzyczną; mam wrażenie, że Hammill w tych dwóch piosenkach dokonuje pewnej analizy swojej kariery – może nie do końca takiej jakiej oczekiwał. Artystycznie na pewno spełnionej,  ale niekoniecznie o sukcesie finansowym (chociaż jego akurat nie można o takie podejście podejrzewać).
„Naked to the Flame” to cudowny akustyczny kawałek, może bez jakichś wzlotów, ale nowością (chyba wcześniej u Hammilla tego nie było) jest solo za pomocą gwizdania! Świetne wykonanie.
„Vainglorious Boy” jest przepełniony muzycznym „brudem”, zgrzytami, z hałaśliwą (właściwie brutalną) perkusją; z pewnością niehammillowy, ale przez to fascynujący; wydaje się być wycięty prosto z „Nadira” .

W „Meanwhile My Mother” mamy staromodne brzmienia klawiszy (gdybym miał znaleźć porównanie narzuca się od razu płyta „And Close As This”) i piękny tekst skierowany do chorej na Alzheimera matki Hammilla.

W „Of wire, Of Wood” wokalista kompletnie nas zaskakuje (oczywiście na wielki plus). Bowiem z początku wydaje się, że będzie to utwór na miarę i kształt klasycznego już „The Lie” (te uderzanie w fortepian), ale po chwili ten krótki utwór przekształca się w awangardową miniaturkę. Spokojnie mógłby się znaleźć na którejś z płyt muzyki współczesnej i nikogo by to nie zdziwiło.

Chwilę później następuje „Friday Afternoon” - dla mnie to taki relaksujący kawałek wzięty żywcem z zadymionego klubu jazzowo-bluesowego; tylko tekst jest ponury – dotyczy śmierci współpracownika Hammilla, który stroił mu fortepian.
 
A na deser...
Oh, nothing comes to mind.
So nothing comes to mind.
Does nothing come to mind
when you're finally mindful of nothing?


„White Dot” - „Biała kropka”. Dla mnie to najważniejszy utwór Hammilla od wczesnych lat 70-tych. Dość powiedzieć, że w moim osobistym rankingu hammillowskich arcydzieł piosenka ta zajmuje 5 miejsce, tuż za „Gog/Magog”, „A Louse Is Not A Home”, „(In the) Black Room” i „A Way Out”. Jak opisać spotkanie ze śmiercią? Jak zobrazować niemożność ucieczki przed nią? Jak spisać jej wstrętny oddech na plecach? Moim zdaniem poprzez utwór totalny; poprzez utwór niepokojący, mroczny, mocny, z wokalem Hammilla jakby ciętym żyletką, z niesamowitym nastrojem tworzonym przez nagromadzenie gitar, klawiszy, elektroniki. Wszystkiego, co w muzyce awangardowej/współczesnej najlepsze i najbardziej niesamowite. „White Dot” przebija ciało na wylot. Po przesłuchaniu tej piosenki można się bać, można wzruszyć rękoma; ale chwała Hammillowi, że stworzył takie arcydzieło – muzyczne i poetyckie.

Nie chciałbym takiego spotkania ze śmiercią, która gdzieś tam na mnie już czyha... A może chciałbym?
There’s the thing, hold it close.
You had your fling. You laid your ghosts.

Time to leave, close the door.
You can’t believe you wanted more,
more or less, al for the best
in the end it’s al behind you.

There’s the thing, for all you know
it’s time to let go.

Offline kpt. Nemo

  • Koneser
  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 208
  • Płeć: Mężczyzna
    • 7780562
    • Zobacz profil
Odp: Singularity - podejście drugie
« Odpowiedź #1 dnia: 04 Marca 2011, 17:01:08 »
Świetna recenzja, ceizuracu. [ok] Aż sam postaram się bardziej w tę płytę wsłuchać.

Offline Sylvie

  • Сильвия
  • Central Scrutinizer
  • Ekspert-wyjadacz
  • *
  • Wiadomości: 1236
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Odp: Singularity - podejście drugie
« Odpowiedź #2 dnia: 04 Marca 2011, 20:12:19 »
Fajna recenzja.
Lubię tę płytę, tylko "Vainglorious Boy" mnie trochę wkurza.
Nadira lubię, a tego numeru nie.
Something makes me nervous,
something makes me twitch...

Offline Hajduk

  • Koneser
  • Ekspert-wyjadacz
  • ***
  • Wiadomości: 972
    • Zobacz profil
Odp: Singularity - podejście drugie
« Odpowiedź #3 dnia: 04 Marca 2011, 22:48:07 »
Bardzo intereujące impresje, Ceizuracu.
Zaznaczyłbym, jedynie że "Of Wire, Of Wood" pełni rolę preludium do "Friday Afternoon". Fortepian, który jest głownym artefaktem, i swego rodzaju "personą" "Friday Afternoon" wykonany jest właśnie z drewna i metalu. (tak, tak wiem, że wire to drut, w tym przypadku metalowa struna, czasem z drucianą owijką, ale głupio brzmiałoby gdybym napisał, że fortepian jest zrobiony "Z drutu i drewna").

Offline Sylvie

  • Сильвия
  • Central Scrutinizer
  • Ekspert-wyjadacz
  • *
  • Wiadomości: 1236
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Odp: Singularity - podejście drugie
« Odpowiedź #4 dnia: 04 Marca 2011, 23:08:51 »
Bardzo intereujące impresje, Ceizuracu.
Zaznaczyłbym, jedynie że "Of Wire, Of Wood" pełni rolę preludium do "Friday Afternoon". Fortepian, który jest głownym artefaktem, i swego rodzaju "personą" "Friday Afternoon" wykonany jest właśnie z drewna i metalu. (tak, tak wiem, że wire to drut, w tym przypadku metalowa struna, czasem z drucianą owijką, ale głupio brzmiałoby gdybym napisał, że fortepian jest zrobiony "Z drutu i drewna").

No i z żeliwnej ramy pomalowanej na złoto, ale chyba każdy wie, że o fortepian chodzi.
Płyta jest bardzo dobra, ciekawe co Hammill nagra teraz (po "Thin Air"), mam nadzieje, że nie pójdzie w klimaty jak na nowej płycie VdGG :)
Something makes me nervous,
something makes me twitch...

Wobbler

  • Gość
Odp: Singularity - podejście drugie
« Odpowiedź #5 dnia: 05 Marca 2011, 02:49:22 »
Masz rację Ceizuracu, teksty zdominowały muzykę na tym albumie, ale tak jest w większości dzieł tworzonych przez PH. Dla mnie również jest to dzieło wyjątkowe, uważane przeze mnie za jedno z największych w całej dyskografii PH (w odpowiedniej konfiguracji o czym już kiedyś pisałem). Analizując teksty nieraz byłem w szoku zadając sobie pytanie: jak można napisać tak genialne alegorie życia ludzkiego do działania Wszechświata oraz postrzegania życia przez człowieka. Aby zrozumieć zawartość płyty konieczne jest poznanie takich podstawowych pojęć z dziedziny kosmologii jak czarne dziury, czas, przestrzeń czy osobliwość. Osobliwość to oczywiście „Biała Kropka”, zagadnienie tyle niesamowite co niezrozumiałe (stąd nazwa). Ciekawe jest, że podobno ta biała kropka istniała a zarazem nie istniała gdyż nie mogła być widoczna z żadnego miejsca gdyż poza nią nie istniał ani czas ani przestrzeń. Trudno to sobie wyobrazić? Trudno, bo nie można sobie wyobrazić nicości tak samo jak tego co jest po śmierci. Steven Hawking twierdził niegdyś, że informacja zatraca się, gdy przejdzie horyzont zdarzeń, jednak ostatnio naukowiec, którego nazwiska sobie teraz nie przypomnę, obalił tą tezę i podobno sam Hawking przyznał mu rację. Oznaczałoby to, że informacja gdzieś jednak jest zapisywana. Osobiście w to nie wierzę do końca bo być może umożliwiałoby to teoretycznie przenoszczenie się w czasie wstecz (co dopuszcza ogólna teoria względności), a koliduje to z prawem „przyczyna-skutek” i rodziłoby paradoksy.
Wracając do Białej Kropki. Dotychczasowo przeczytany i poznany materiał o Wszechświecie, pozwala mi wierzyć w teorię Wielkiego Kolapsu, bardziej niż w nieskończoną ekspansję Wszechświata. Swoje myślenie opieram głównie na czarnych dziurach, gdzie przyspieszenie grawitacyjne osiąga wartości nieskończone(?) i sprawi to, że ekspansja wszechświata w pewnym momencie dobiegnie końca i zacznie się proces powrotu do stanu pierwotnego czyli osobliwości- Białej Kropki. 
Mój post jest trochę chaotyczny, iż piszę bez przemyślenia, jednocześnie czytając Twój post. Teraz znowu się zatrzymuję gdyż bardzo zaintrygowało mnie Twoje porównanie Of wire, Of Wood” do „The Lie”. Ja coś takiego dokładnie poczułem będąc na koncercie Hammilla w Dreźnie. Gdy Peter zaczynał grać pierwsze dźwięki Friday Afternoon, myślałem, że zaczyna się właśnie „The Lie”!
Bezpośrednio z in my camera: 4:40 minuta (BTW- ciekawy komentarz napisał mi gość o nicku: themillbrooker

http://www.youtube.com/watch?v=rfBZt_1Zlh8   Dajcie sobie na 480p, lepsza jakość.

(w przyszłości mam zamiar opublikoać cały koncert) 

Bardziej ustosunkuję się jeszcze do Twojej recenzji gdy ponownie przesłucham sobie „Osobliwość”. Jak na razie wielki plus i cieszę się, że zaczynasz doceniać płytę. Ja sam wiem, że jeszcze w pełni jej nie doceniłem. Wiele jeszcze w niej do odkrycia. ARCYDZIEŁO? Bez dwóch zdań.
« Ostatnia zmiana: 05 Marca 2011, 04:44:02 wysłana przez Wobbler »

Offline ceizurac

  • (цеиэурац)
  • NadKoneser
  • Ekspert-wyjadacz
  • ****
  • Wiadomości: 14035
  • Płeć: Mężczyzna
  • booty
    • Zobacz profil
Odp: Singularity - podejście drugie
« Odpowiedź #6 dnia: 05 Marca 2011, 11:03:38 »
Wobblerze ustosunkowałeś się dość obszernie. Ale czekam na kolejne spostrzeżenia - również pozostałych forumowiczów.
Wątki fizyczno-śmiertelne, które znalazły się na "Singularity" są bardzo interesujące; myślę, że jeszcze czas nam pokaże wielkość tego albumu.
Dzięki za video. Byłbym bardzo szczęśliwy móc obejrzeć cały koncert przez Ciebie sfilmowany.
Ja w sumie kiedyś bardzo się interesowałem fizyką/kosmologią itp. Można założyć na forum wątek "naukowy".

Bardzo intereujące impresje, Ceizuracu.
Zaznaczyłbym, jedynie że "Of Wire, Of Wood" pełni rolę preludium do "Friday Afternoon". Fortepian, który jest głownym artefaktem, i swego rodzaju "personą" "Friday Afternoon" wykonany jest właśnie z drewna i metalu. (tak, tak wiem, że wire to drut, w tym przypadku metalowa struna, czasem z drucianą owijką, ale głupio brzmiałoby gdybym napisał, że fortepian jest zrobiony "Z drutu i drewna").

Nie napisałem, o "Of Wire, Of Wood", że to preludium do "Friday Afternoon" jakoś z roztargnienia; że jest to wstęp do tej piosenki nie mam żadnych wątpliwości - na koncertach (mam kilka bootlegów) zawsze były grane razem; nieraz w sposób bardziej rozbudowany.
There’s the thing, hold it close.
You had your fling. You laid your ghosts.

Time to leave, close the door.
You can’t believe you wanted more,
more or less, al for the best
in the end it’s al behind you.

There’s the thing, for all you know
it’s time to let go.