Aktualności:

vdgg.art.pl - całkiem niezła polska strona o VdGG i PH

Menu główne
Menu

Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.

Pokaż wiadomości Menu

Wiadomości - mahavishnu

#46
Cytat: Sebastian Winter w 01 Sierpień 2011, 11:46:45
Cytat: mahavishnu w 25 Lipiec 2011, 23:38:45

1. Octopus  9,5/10
2. Free friends  9/10
3. Free hand  9/10
4. The power and the glory  8,5/10
5. In a glass house  8/10
6. Interview  7,5/10
7. Gentle Giant  7,5/10
8. Acquiring the taste  7,5/10
9. Missing piece  5/10
10. Giant for a day  5/10
11. Civilian  5/10



ciekawy wybór choć postawienie In a glass house  na piątym miejscu jest dla mnie dość dziwne- przecież ta plyta jest skończonym arcydziełem i moim zdaniem jest duzo lepsza i ciekawsza muzycznie od Octopus  czy nawet od 3 Friends-

No cóż , tak to już jest , kwestia gustu. Ja ,,In a glass house' zawsze lubiłem , aczkolwiek na kolana mnie nie powalała. I tak już zostalo. Dlatego na przestrzeni lat częściej wracam do ,,Octopus'',,,Three friends'' czy też ,,Free hand''.
#47
 Camel  7/10
Mirage  9/10
The Snow Goose  10/10
Moonmadness  9,5/10
Rain Dances  7/10
Breathless  6/10
I Can't See Your House From Here  7/10
Nude  8/10
The Single Factor  4/10
Stationary Traveller  8,5/10
Dust and Dreams   9/10
Harbour of Tears  9/10
Rajaz  7,5/10
A Nod and a Wink  7/10
#48
Fotheringay - ,,Fotheringay' (1970) - jedyny album zespolu , klasyka brytyjskiego folk-rocka. Dla mnie ten album jest jednak dość nierówny. Z jednej strony wspaniały głos Sandy Denny i jej urzekające kompozycje. Natomiast z drugiej pospolity wokal i przeciętne kompozycje Trevora Lucasa. Trochę mi to przypomina grupę Supertramp : nieprzeciętny wokal i kompozycje Rogera Hodgsona oraz zazwyczaj dość sztampowe utwory i wokal Ricka Davisa.
8/10
#49
Roy Harper - ,,Folkjokeopus'' (1969) -  płyta rozpoczynająca złotą serię jego albumów z lat 1969 - 1973. Harper eksperymentuje tu także z większą formą muzyczną (,,McGoohan's blues'') , jest także utwór poświęcony Alberowi Aylerowi - ,,One for all'' , od razu w ucho wpada She's the one''. Moim zdaniem ten oraz następne trzy albumy Harpera to jedne ze szczytowych osiągnieć brytyjskiego folk-rocka.
8.5/10
#50
Hatfield and the North - ,,Hatfield and the North'' (1973) - debiutancki album grupy z Canterbury (R. Sinclair , Stewart , Miller i Pyle). Świetnie pokazuje możliwości i ambicje muzyków , którzy umiejętnie połączyli tu pierwiastki jazzu i rocką ze szczyptą klimatów bardziej eksperymentalnych. Album niezwykle subtelny , bezpretensjonalny ze specyficznym poczuciem humoru typowym dla zespołów z tego kręgu. Gościnnie pojawili sie tu Robert Wyatt (wyborna wokaliza w ,,Calyx'') oraz Geoff Leigh z Henry Cow.
9/10
#51
Herbie Hancock - ,,Crossings' (1972) -  drugi album grupy Mwandishi Hancocka. Grupa kontynuuje tu poszukiwania brzmieniowe już w septecie - doszedł Patrick Gleason , który obsługuje syntezator Mooga). Gra Gleasona wniosła do muzyki niezwykły koloryt , jego podejście do instrumentu jest szczególne. Nie ma tu praktycznie żadych typowych akordów , z instrumentu wydobywa on niezwykłe , kosmiczne plamy dzwiękowe , które sprawiają , że muzyka grupy jest jeszcze bardziej niesamowita. Ponownie tylko trzy utwory , trudno szczególnie wyróżnić któryś z nich , każdy bowiem to klasa sama w sobie. Innowatorskie wykorzystanie elektroniki oraz frapujące improwizacje Priestera , Maupina, Hendersona , Williamsa i Hancocka dają w rezultacie jeden z najbardziej oryginalnych albumów jazzu elektrycznego lat 70-tych. Płyty zespołu Hancocka są dość hermetyczne jednak jest to niczym w porównaniu z tym , co zespół wyczyniał w czasie koncertów (świadczą o tym dowodnie bootlegi grupy z lat 1971 - 1973 ukazujące jeszcze bardziej awangardowe oblicze zespołu).
  10/10
#52
Cytat: Hajduk w 29 Lipiec 2011, 16:44:23
Cytat: mahavishnu w 29 Lipiec 2011, 16:37:25
Manfred Mann Chapter III - ,,Vol. I'' (1969) - Manfred Mann radykalnie zrywa ze światem pop music , albumem , który wówczas musiał byl niezłym szokiem dla jego fanów. Ten album nawet jak na ówczesne czasy musiał być czymś niezwykłym i ekstrawaganckim. Piszę się zazwyczaj , że jest to muzyka jazz-rockowa z czym ja nie do końca bym się zgodził. Jest to raczej melanż mrocznej muzyki rockowej z elementami free-jazzu , czasami przybiera to formę big bandowej improwizacji w stylu free. Partie instrumentów dętych są ewidentnie free-jazzowe , natomiast rytmy stricte rockowe. Szkoda , że Manfred Mann nagrał tylko dwie takie płyty , ale cóż , sprzedawały sie one fatalnie i trzeba było pokusić się o reorientację stylistyki. Na szczęście wszystko skończyło się w sumie dobrze , bowiem jego płyty z lat 1973 - 1978 to kawał wyśmienitej muzyki na czele z arcydziełem ,,Roaring silence''.
9/10

Mahavishnu, a co to za trzecia płyta formacji Manfred Mann Chapter III? Ja znam tylko dwie, trzeciej nigdy nie słyszałem, według niektórych źródeł powstał materiał na trzeci album (czy został nagrany, tu źródła mówią różnie). Do niektórych utworów napisanych dla potrzeb trzeciego albumu Mann powrócił z formacją Earth Band - na przykład do "Messin'".
Ale przecież ja nigdzie w tym poście nie napisalem , że nagrali oni trzy albumy. Ja opisywałem ten pierwszy z 1969 roku , potem wyszła jeszcze jedna ,,Vol. II''(1970). W trakcie nagrywania trzeciej zespół się rozpadł o czym sam wspomniałeś. Natomiast grupa nazywała się Manfred Mann Chapter III - taka nazwa widniała na płytach , może stąd to nieporozumienie ? Zwróć uwagę na przedostatnie zdanie mojego postu , tam podaję ilość płyt  nagranych przez formację Chapter III.
#53
Manfred Mann Chapter III - ,,Vol. I'' (1969) - Manfred Mann radykalnie zrywa ze światem pop music , albumem , który wówczas musiał byl niezłym szokiem dla jego fanów. Ten album nawet jak na ówczesne czasy musiał być czymś niezwykłym i ekstrawaganckim. Piszę się zazwyczaj , że jest to muzyka jazz-rockowa z czym ja nie do końca bym się zgodził. Jest to raczej melanż mrocznej muzyki rockowej z elementami free-jazzu , czasami przybiera to formę big bandowej improwizacji w stylu free. Partie instrumentów dętych są ewidentnie free-jazzowe , natomiast rytmy stricte rockowe. Szkoda , że Manfred Mann nagrał tylko dwie takie płyty , ale cóż , sprzedawały sie one fatalnie i trzeba było pokusić się o reorientację stylistyki. Na szczęście wszystko skończyło się w sumie dobrze , bowiem jego płyty z lat 1973 - 1978 to kawał wyśmienitej muzyki na czele z arcydziełem ,,Roaring silence''.
9/10
#54
Cytat: Sebastian Winter w 29 Lipiec 2011, 13:20:43
Yes i Fragile- moja druga ulubiona płyta yes, choć czasami myślę, że nawet piewsza. Trzy genialne epickie kompozycje, z którcyh najbardziej wyróżnia się South Side o the Sky-wspaniałe mroczne magranie z chyba najlepszą seksją rytmczną jaką ten skład nagrał. Nie można też apomnieć o Heart of the sunshine gdzie w środkowej części słyszymy znakomity dialog Ricka Wakemana z Billem Brufordem. Pozostale kompozycje przede wszystkim solowe nagrania poszczególnych czlonków zespołu emanują prawdziwym artyzmem i aż skrzą pomysłami.- aż chciałoby sie by były dłuższe- 10/20

Co by nie powiedzieć o tych nagraniach solowych członków zespołu , to jednak ja zawsze mam nieodparte wrażenie słuchając tej płyty , że zamiast tych solowych kompozycji lepiej byłoby umieścić jeszcze jakiś epicki kilkunastominutowy utwór. Może wtedy album nie byłby tak urozmaicony ale na pewno bardziej spoisty i chyba jednak lepszy. Wówczas właściwie wszystkie długie utwory zespołu ocierały się o arcydzieło. Te albumy solowe czlonków zespołu wydane w latach 1975 - 1976 potwierdzily , że siłą grupy była jednak zespołowość. Podobnie było w przypadku Moody Blues w tymże okresie. A tak na marginesie ,,Heart of the sunrise '' to wspaniały utwór ale wpływy King Crimson są w nim uderzające np. w instrumentalnym interludium. Nie jest to wadą bowiem Genesis na płycie ,,Trespass'' był także pod wyraznym wpływem grupy Frippa  a John Mayhew dosłownie kopiował styl gry Michaela Gilesa (choćby to charakterystyczne  perkusyjne staccato).
#55
Soft Machine - ,,Six'' (1973) -  dwupłytowy album na analogu , teraz na 1 cd. Ta płyta właściwie rozpoczyna jazz-rockowy okres w historii zespołu , który obejmie lata 1973 - 1978. Po etapie psychodelicznym (1967 - 1969) i zorientowanym bardziej na jazz nowoczesny (1970 - 1972) grupa ponownie wkracza na obszary bliższe fanom rocka. Szósty album , moim zdaniem , jest najlepszy z grona albumów jazz - rockowych , które nagrali. Mike Ratledge i koledzy ciągle szukają tu jeszcze własych środków wyrazu , muzyka jest bardziej przystępna niż na poprzednich krążkach. Piękne melodie sąsiadują z ognistymi jazzowymi improwizacjami. Frapujące są tu dialogi instrumentów klawiszowych (obok Ratledge'a gra na nich Karl Jenkins - nowy członek zespołu). Odniesienia muzyczne dość rozległe : od free-jazzu poprzez fusion aż do klimatów elektronicznych , miejscami słychać także echa twórczości Terry Riley'a - charakterystyczne dla niego repetytywne akordy . Następne płyty będą jeszcze bardzo dobre (1974 - 1978) , ale stopniowo zespół będzie zbliżał się do jazz-rockowego mainstreamu i zacznie zatracać własny niepowtarzalny styl. A tak przy okazji to uważam , że Soft Machine obok choćby VdGG jest jedym z tych wybitnych zespołów , które tak naprawdę nigdy nie zostały w pełni docenione przez szersze grono słuchaczy , a powinny się znajdować na poczesnym miejscu w muzycznym panteonie.
9/10
#56
Herbie Hancock - ,,Mwandishi'' (1971) -  pierwszy album słynnego sekstetu Hancocka. Trzy rozbudowane kompozycje , trudne w odbiorze , na pograniczu awangardy. Nowoczesne harmonie , mnóstwo dysonansów. Ten album zawiera z jednej strony reminiscencje davisowskiej ,,In a silent way'' - impresjonistyczna faktura brzmieniowa , subtelność  natomiast z drugiej słychać tu także wyraznie echa free-jazzu (fenomenalne zbiorowe improwizacje w ,,Wandering spirit song''). Hancock znakomicie wykorzystuje tu możliwości elektrycznego fortepianu Fender Rhodes dzięki użyciu echoplexu i modulatora pierścieniowego , przydaje to niezwykłe , kosmiczne brzmienie temu instrumentowi . Fenomenala płyta , monument jazzu elektrycznego lat 70-tych.
10/10
#57

Wielkim fanem Franciszka Wielkiego jestem od 23 lat. Zaczynałem nawet wcześniej , gdy usłyszałem w radiu ,,Lumpy gravy'' (,,proszę nie regulować radioodbiornikiem'' - tak mówił przed prezentacją Wiesław Weiss , wtedy to było dla mnie za trudne i zbyt szokujące). W 1987 roku usłyszałem ,,We're only in it for the money'' , wkrótce potem ,,Joe's garage'' , no i zaczęło się na całego... Oto moje subiektywne spojrzenie na dyskografię mistrza:


Freak Out! (1966)  7/10
Absolutely Free (1967)  6,5/10
We're Only In It For The Money (1968)  9/10
Lumpy Gravy (1968)  8,5/10
Cruising With Ruben & The Jets (1968) 3/10
Uncle Meat (1969)  9/10
Hot Rats (1969)  10/10
Burnt Weeny Sandwich (1970)  8/10
Weasels Ripped My Flesh (1970)  7/10
Chunga's Revenge (1970)  7/10
Fillmore East, June 1971 (1971)  5/10
Frank Zappa's 200 Motels (1971)  7/10
Just Another Band From L.A. (1972)  5/10
Waka/Jawaka (1972)  9/10
The Grand Wazoo (1972)  10/10
Over-Nite Sensation (1973)  7/10
Apostrophe (') (1974)  7,5/10
Roxy & Elsewhere (1974)  10/10
One Size Fits All (1975) 9,5/10
Bongo Fury (1975)  5/10
Zoot Allures (1976)  6/10
Zappa In New York (1978)  8/10
Studio Tan (1978) 7,5/10
Sleep Dirt (1979) 7,5/10
Sheik Yerbouti (1979)  6/10
Orchestral Favorites (1979)  6/10
Joe's Garage Act I (1979) 10/10
Joe's Garage Acts II & III (1979) 10/10
Tinsel Town Rebellion (1981)  9/10
Shut Up 'N Play Yer Guitar (1981)  9/10
You Are What You Is Is (1981)  6/10 
Ship Arriving Too Late To Save A Drowning Witch (1982) 8/10
The Man From Utopia (1983)  7/10
London Symphony Orchestra Vol. I (1983) 7,5/10
Boulez Conducts Zappa: The Perfect Stranger (1984) 6,5/10
Them Or Us (1984) 7,5/10
Thing-Fish (1984)  2/10
Francesco Zappa (1984) 4/10
Frank Zappa Meets The Mothers Of Prevention (1985) 7/10
Does Humor Belong In Music? (1986)  9/10
Jazz From Hell (1986) 9/10
London Symphony Orchestra Vol. II (1987)  5/10
Guitar (1988) 6/10
You Can't Do That On Stage Anymore Vol. 1 (1988)  6,5/10
You Can't Do That On Stage Anymore Vol. 2 (1988)  10/10
Broadway The Hard Way (1988)  7/10
You Can't Do That On Stage Anymore Vol. 3 (1989)  6,5/10
Make A Jazz Noise Here (1991)  8/10
You Can't Do That On Stage Anymore Vol. 4 (1991)  6,5/10
You Can't Do That On Stage Anymore Vol. 5 (1992)  6/10
You Can't Do That On Stage Anymore Vol. 6 (1992)  6/10
The Best Band You Never Herd In Your Life - 2LP - LiVE - 1991  8/10
Ahead Of Their Time (1993)  8/10
The Yellow Shark (1993)  7/10
#58
Herbie Hancock - ,,Headhunters'' (1973) - jeden z przełomowych albumów w historii jazzu elektrycznego. Nagrany po rozpadzie genialnego sextetu Hancocka Mwadishi , którego płyty ,,Mwandishi''(1971) , ,,Crossings''(1972) i ,,Sextant''(1973) były jednymi z najbardziej oryginalnych i ambitnych prób muzyki fusion w latach 70-tych. ,,Headhunters' jest znacznie łatwiejszy w odbiorze jednak ciągle zawiera wiele frapujących eksperymentów brzmieniowych. Dla osób lubiących brzmienie analogowych syntezatorów i elektrycznego fortepianu Fender Rhodes ta płyta będzie istną rozkoszą. Hancockowi udało się tu połączyć sukces artystyczny z kolosalnym triumfem komercyjnym (jest to najlepiej sprzedający się album w historii muzyki jazzowej). Cztery długie utwory , mnóstwo wirtuozerskich improwizacji na najwyższym poziomie. Perełka.
10/10
#59
Cytat: Kuba w 27 Lipiec 2011, 22:43:13
Cytat: mahavishnu w 27 Lipiec 2011, 19:35:17
Peter Hammill - ,,And close as this' (1986) - badzo zaskakujący album zważywszy na to , co artysta robił w pierwszej połowie lat 80-tych. Zaskakujący także w szerszym kontekście , gdy przypomnimy sobie jaka była wówczas muzyka. Subtelność rzadko spotykana w tamtych latach , gdy dzwięk perkusji przypominał młot pneumatyczny. Znakomite kompozycje wykonane z pasją i żarem. Prawdziwe ukojenie.
9/10

Też lubię, ale 9/10, to jak dla mnie trochę za dużo, albo nawet sporo za dużo, tyle w mojej opinii nie ma nawet Over, albo "Kameleon".


A widzisz -  u mnie Kameleon i ,,Over'' mają 10/10. ,,Over'' za całokształt natomiast Kameleon zawiera takie utwory jak : ,,In the end'' , ,,Easy to slip away'' i absolutne opus magnum ,,(In the) black room'' - dla mnie najlepszy utwór solowy Hammilla , choć pierwotnie został napisany dla VdGG i miał się ukazać na następnej płycie po ,,Pawn hearts'' - nie wyszedł z wiadomych powodów. Fakt , na Kameleonie jest kilka utworów , które na pewno nie dotrzymują kroku tym wymienionym wyżej ,,kilerom'' , ale i tak windują poziom na niebotyczną wysokość.
#60
Cytat: Sebastian Winter w 27 Lipiec 2011, 21:26:17
Yes i Going for the one- jedna z najlepszych plyt zespolu i jednocześnie ostatnia wybitna z genialną suita Awakenn ktorą spokojnie mozna postawic nawet obok CTTE- wspaniala majestatyczna kompozycja z fantastyczna czescią środkową kiedy slychac organy wakemana. A poza tym przepiekny Turn of the century- moja ukochana piosenka Yes no i przebojowa Going for the one z bardzo dziwnym nawet jak na Andersona tekstem- wstyd nie posiadac tej plyty nawet jak sie nie jest fanem Yes 10/10

Rzeczywiście , to ostatni bezbłędny album Yes , bodaj najbardziej wysmakowany brzmieniowo. Wprawdzie płyty nie wyprodukował już Eddie Offord ale za to kapitalną robotę wykonał Brian Lane. Co ciekawe tego albumu wręcz nie znosił John Peel , który w swojej audycji w 1977 roku powiedział , że szkoda czasu na puszczanie takiego nudziarstwa. No cóż , Peel w tym okresie był już mocno ,,zaczadzony'' punk rockiem , a progresywne granie stawało się niemodne.