Menu

Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.

Pokaż wiadomości Menu

Wiadomości - Frippotronic

#31
Bardzo fajna koncertówka. (wyrażam swoje zdanie)
#32
Dyskusja van der graafowa / Odp: Ciekawostki
06 Grudzień 2009, 19:23:59
Słyszałem, że Island gra podobnie jak VdGG. Okładkę do ich jedynej płyty wykonał H.R. Giger.

http://rateyourmusic.com/release/album/island/pictures/
#33
Cytat: Martha w 27 Listopad 2009, 16:16:11
Ja też znam Anawę.
Wtedy wiele ciekawych płyt powstało, nawet Skaldowie grali ciekawe rzeczy, a są znani głównie w przebojów.


TAK! Płyta Krywań Krywań z 1973 to cudowny album! Te Hammondy!
#34
Zagłosowałem i mam nadzieję, że wygra moja płyta.
#35
A znacie Anawę? Płytę wydali w 1973, na wokalu Andrzej Zaucha - to jest najwspanialsza polska płyta progresywna. Pozwolę sobie przytoczyć recenzję mojego kolegi:
'
   Zacznę jak Hitchcock - od trzęsieniaziemi - a potem napięcie będzie tylko rosnąć (he,he). Otóż Anawa tonajlepsza płyta w historii polskiego rocka progresywnego zostawiająca wpokonanym polu nawet takie monstery jak Enigmatic Niemena czy PamięćSBB. Jak zatem to możliwe, że arcydzieło tej miary pozostaje u nasniemal zupełnie nieznane, podczas gdy laury zbierają popłuczynki poDream Theater i Porcupine Tree (Riverside) czy popłuczyny popopłuczynach (tak, tyle razy w tej szlachetnej wodzie myto te samenaczynia,!) Camel (Quidam)? Nie da się tego zrozumieć, ale da - choćbyczęściowo - wyjaśnić. Jednym z powodów jest nagminne (i wyjątkowodurnowate) szufladkowanie Anawy w kategorii poezji śpiewanej. Owszem,teksty Anawy - pisane przez Leszka. A. Moczulskiego i RyszardaKrynickiego (z dwoma wyjątkami - patrz niżej) - są bardzo poetyckie istanowią integralną część tego niezwykłego albumu, ale czy z samegofaktu, że jakaś grupa bierze na warsztat poetyckie teksty wynika, żemuzyka zespołu to poezja śpiewana!? Idąc tym tropem można by dopoezji śpiewanej zaliczyć muzykę Doorsów (bo Morrison przecież poetąbył i za takiego się uważał), albo Renaissance (teksty pisała imzawodowa poetka Betty Thatcher). Wyjaśniam zatem, że muzyka Anawy NIEJEST w żadnym razie poezją śpiewaną (przynajmniej w takim znaczeniutego terminu, jaki się u nas przyjęło) i że jest to najklasyczniejszy zklasycznych rock progresywny.
Jest to płyta tak wybitna, bowiemAnawa jako jedna z bardzo nielicznych grup rodzimej sceny progresywnejstworzyła własną, oryginalną odmianę rocka progresywnego, którą wskrócie można by nazwać krakowską. Jest to ten sam styl, któryzapoczątkował pianista, lider i kompozytor Anawy - Jan KantyPawluśkiewicz na dwóch pierwszych płytach Grechuty (zwłaszcza naKorowodzie). Styl łączący elementy rocka i kameralnej muzykiklasycznej z jazzem i (co najważniejsze) muzyką krakowskiej bohemy spodznaku Piwnicy pod Baranami. Tyle że na płycie Anawy w porównaniu dodwóch pierwszych albumów Grechuty jest zdecydowanie więcej rockowejekspresji. Ogromna w tym zasługa Andrzeja Zauchy - wokalisty, któryniejako zastąpił Grechutę w nowym projekcie Pawluśkiewicza. Powiedzmyto sobie wprost - Zaucha nie był wizjonerem czy osobowością artystycznąna miarę Grechuty, natomiast w aspekcie stricte wokalnym bije Grechutęna głowę i to w każdym elemencie: skali głosu (ogromna), możliwościinterpretacyjnych (jazz, blues, soul, rock, nawet quasi-opera),techniki śpiewu. Na Anawie Zaucha śpiewa nieco inaczej niż na nagranymdwa lata wcześniej albumie Dżambli (świetnym!) - mniej soulowo, abardziej klasycznie, co doskonale pasuje do stylu Anawy.
Co dosamej muzy - na płycie znajduje się 11 utworów - jak na progowestandardy dość krótkich, bo średnio 4-5 minutowych. We wszystkich(niemal) mamy do czynienia z niezwykłą fuzją elementów prog-rocka,któremu najbliżej do estetyki King Crimson z debiutu, z jedynymi wswoim rodzaju, krakowskimi, piwnicznymi klimatami. Z tym że wniektórych numerach na pierwszy plan wysuwają się zdecydowanie elementyprogowe, a w innych chowają się one nieco w tle, ustępując miejscaPiwnicy. Do pierwszej kategorii należy bezwzględnie zaliczyćkompozycje takie jak: Człowiek miarą  wszechrzeczy -zapierającą dech w piersiach, ogromnie podniosłą pieśń (do tekstu,który stanowi fragment z sumeryjskiego eposu o Gilgameszu)spowinowaconą z utworem tytułowym z In The Court Of The Crimson King(zwłaszcza w partiach chóralnych). Anawa nie byłaby jednak sobą, gdybynie wzbogaciła karmazynowego odcienia innym kolorem. Otóż w utworze tymwystępuje jeden bardzo charakterystyczny interwał (bodaj kwarty), którynadaje jej klimat podobny do pieśni śpiewanej w filmie Faraon ( O tyktóry& itd..). Widać z braku przekazów o muzyce sumeryjskiejPawluśkiewicz postanowił się posłużyć muzyką egipską, aby oddać klimatodległej starożytności. I udało mu się to doskonale. W tej samejprogowej kategorii mieszczą się też: Abyś czuł -jazz-rockowa piosenka z kapitalnymi improwizowanym partiami smyków icudownymi, quasi-orientalnymi, żeńskimi wokalizami w wykonaniuwiolonczelistki grupy - Anny Wojtowicz; Uwierz w nieznane, w którejpo stricte klasycznym wstępie smyczków niczym z kwartetów smyczkowychDworzaka, następuje pyschodelia pełną mordką (odjechane partieskrzypiec i gitary, etniczne bębny, naturalistyczno-surrealistyczneodgłosy jak z Floydów z Barretem); oraz Ta Wiaradynamiczna, chybka jazda na łeb na szyję w 8/8- z bardzo ekspresyjnymśpiewem Zauchy na początku (tutaj najbardziej zbliża się do soulu),ostrymi (niemal hard-rockowymi!) solami elektrycznej altówki i elekskrzypiec w środku, oraz awangardowym, preparowanym fortepianem wfinale.
  Natomiast utwory, w których królują elementy krakowskie to: Stwardnieje ci łza- typowo kabaretowy numer w nieco jarmarcznym, skocznym metrum- 2/4, zniemal cyrkową instrumentalną kodą (powtarzany do znudzenia motywtrąby); Kto wybiera samotność - otwierająca album miniatura zaśpiewana a capella do opartego na kunsztownych anaforach tekstu Ryszarda Krynickiego; Widzialność marzeń - łagodna, relaksująca piosenka, którą wyjątkowo zaśpiewał Pawluśkiewicz, a nie Zaucha; oraz, last but not least, Będąc człowiekiem - urzekająca baśniową, oniryczną nastrojowością ballada (cóż za melodia!) z hejnałowym, wawelskim solem trąbki w środku
Są też dwie kompozycje, które lokują się jakby pośrodku obydwukategorii - dwie podniosłe pieśni cudownej urody - w zasadzie progowe,ale pozbawione partii instrumentalnych, przez co nie można ich zaliczyćw pełni do pierwszej grupy. To spopularyzowana przez Grzegorza Turnaua Tańcząc w powietrzu (wielu zapewne zna ten utwór, ale niewielu wie, że to właśnie numer Anawy nie Turnaua !) oraz Kto tobie dał- kolejny quasi-crimsonowski song a'la tytułowy numer z Posejdona -z fenomenalnym śpiewem Zauchy (aksamitny głos jakiego nie powstydziłbysię Greg Lake) i smyczkami imitującymi melotron (niesamowite odwrócenieról!)

  No i na koniec zostawiłem jedyny utwór, który jest, nie bójmy się tego powiedzieć, popowy. To kończący album:Nie przerywajcie zabawypomyślany pewnie jako relaksująca, wesoła koda po kilkudziesięciuminutach patosu, liryzmu i poezji. Pomysł niby fajny, wykonanie w sumieteż, ale... Oparty na latynoskich rytmach przebojowy utwór sam w sobienie jest zły, ale w kontekście tego albumu, brzmi jednak za bardzofestynowo i przyziemnie. Jest to bezwzględnie najsłabsza kompozycja napłycie i dobrze, że jest ostatnia, bo nie ma musu jej słuchać.
Typowego zakończenia nie będzie, bo i tak recenzja wyszła mi dłuższaniż planowałem. Będą za to dwie wiadomości- jedna dobra i druga zła.Zacznę od dobrej - to arcydzieło doczekało się kompaktowej reedycji.Natomiast zła jest taka, iż jedyna reedycja CD Digitonu z 93 roku jestod wielu la niedostępna i nieprawdopodobnie ciężko ją dostać, a jeślijuż to za ogromne pieniądze (sam zapłaciłem półtora roku temu 200 zł!).Ale jest na to rada - sprzedać wszystkie płyty Quidam, Collage iRiverside, które się posiada, a za uzyskane pieniądze kupić właśnieAnawę...'
#36
W sumie słuchałem ostatniej płyty solowej Emersona i muszę powiedzieć, że jest strasznie słaba.
#37
Dobra wiadomość, jaram się.
#38
Dorwałem dzieło Pietra Aretino - artystę renesansowego uznawanego za twórcę pornografii literackiej. 'Żywoty kurtyzan' - już sam tytuł obliguje ;>
#39
Cytat: Tamara w 12 Listopad 2009, 03:56:31
Malo mam czasu do czytania, ale czytalam niedawno "Bracia Karamazow" po polsku  0>[  0>[  0>[
Duza ilosc polskiego mnie meczy, ale przezylam ;)


Przezacne jest to dzieło. Mam nadzieję, że niedługo nabędę odpowiednie umiejętności aby przeczytać je w oryginalnym języku, bez żadnego wypaczającego tłumaczenia :)

Gribojedowa mam - dzisiaj przyszedł do mnie w paczce. Okładka rozlatuje się chyba w każdym miejscu, a jakaś sarkastyczna (?!) dedykacja ordynarnie widnieje na pierwszej stronie. Aczkolwiek JEST! Kartek nie brakuje, będę czytał i doznawał, jeszcze dziś!
#40
Kalendarium VdGG i PH / Odp: Urodziny PH
14 Listopad 2009, 07:03:12
 0=0 Niech żyje
#41
Kochany Gonczarow - mam książkę z nakładem w Polsce 5000 sztuk, Fregata Pallada się nazywa (jest to jakiś dziennik podróżniczy Gonczarowa). Widziałem 9tomowe wydanie DZIEŁ Gonczarowa, po rosyjsku :):)
#42
'Klęskę' Fadiejewa skończyłem, teraz czytam 'Czarodziejską Górę' Manna i zabieram się za Gribojedowa (cudem znalazłem!)
#43
Inni wykonawcy / Odp: Nowy JAcek Łaszczok
31 Październik 2009, 02:57:20
Спасибо (?)  ;D ;D ;D
#44
Inni wykonawcy / Odp: Nowy JAcek Łaszczok
29 Październik 2009, 16:16:18
Cytat: Jabukasiga w 29 Październik 2009, 02:14:50
Stachursky to taki polski Hammill... Niby znajduje się na uboczu mainstreamu, ale wciąż wywiera wielki wpływ na wielu popularnych artystów. Podobnie jak najwięksi eksperymentatorzy, wciąż poszukuje nowych ścieżek rozwoju swojej muzyki, a także nowych sposobów wyrazu swojej ogromnej artystycznej ekspresji i mocy uczuć. Dowodem inteligentne i poetyckie teksty, w których z niespotykaną w muzyce popularnej zręcznością słowa wyraża głęboką egzystencjalną frustrację u progu nowego tysiąclecia. Głębokie wynurzenia spod samych trzewi mistycznej obecności ducha Stachurskiego najlepiej wyraża się w majestatycznych słowach: "Jestem żółtą magnetyczną gwiazdą, która otacza centralny zielony zamek sygnalizacji. Przewodniczy mi żółty samoistny człowiek.". Wytrawny audiofil od razu wyczuje inspirację mistycznymi wyznaniami Petera Hammilla: "Some call me satan, others have me god, some name me Nemo, I am unborn!" Nie wolno także zapominać, że pan Łaszczok posiada również cudowny, niezwykle charakterystyczny głos, który miejscami przywodzi na myśl stylistykę samego Toma Waitsa, a nawet Leonarda Cohena. Ciągłe eksperymenty dźwiękowe (raz mamy nerwowe, satanistyczne niemalże "łup-łup", kiedy indziej zaś uroczo sielankowe i magiczne "umc-umc" - maestria kompozycyjna!) nie pozwalają słuchaczowi nudzić się ani chwilę. Zdecydowanie najbardziej niedoceniony artysta (zaraz po Hammillu, oczywiście).  O0 O0 O0

Zgadzam się z przedmówcami.Zwróćcie uwagę na to jak ten człowiek bawi się dźwiękiem,jak odczuwa jak każda nuta jest tutaj w pełni dopracowana.Co nim kierowało? Dlaczego to tak brzmi? Czy ludzkość będzie w stanie nagrać coś równie poruszającego?Czy klasycy bezsensownego pierdzenia na trąbce typu Miles,Coltrane,Mingus czy inny Coleman to słyszeli? Odpowiedź brzmi: NIE.
W innym wypadku porzuciliby swoje zaplute instrumenty dla niedorobionych wykształciuchów i grać zaczęliby muzę prawdziwą - tą płynącą z serca.Od serca dla serca.Mersi,że jesteś tu...STACHU cała Bydgoszcz jest z Tobą - czymaj się cieplutko.Nie spuszczaj...z tonu.Jesteś moją kofeiną!!111
#45
Inni wykonawcy / Odp: Nowy JAcek Łaszczok
26 Październik 2009, 21:43:33
Cytat: Desdemona w 26 Październik 2009, 21:22:42
Cytat: Frippotronic w 26 Październik 2009, 21:11:24
Wszystko pochodzi z serwisu rateyourmusic.com, gdzie nowa płyta Jacka Łaszczoka podbija ranking płyt 2009  :D

Aha, to niezłe "jajca" ;)
Autor też najwyraźniej musi zmienić dilera ;D


Hehe, są też inne mocne komentarze na tej stronie :>