Aktualnie słucham...

Zaczęty przez Hennos, 14 Wrzesień 2008, 00:18:35

Poprzedni wątek - Następny wątek

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

ceizurac

The Cure "Three Imaginary Boys" - tylko CD2; dema i koncertowe nagrania; jakość średnia, ale ten wokal Roberta Smitha - iście punkowy.
There's the thing, hold it close.
You had your fling. You laid your ghosts.

Time to leave, close the door.
You can't believe you wanted more,
more or less, al for the best
in the end it's al behind you.

There's the thing, for all you know
it's time to let go.

Tercero

Cytat: Hajduk w 28 Październik 2020, 18:28:53
Cytat: Sebastian Winter w 28 Październik 2020, 17:24:17
Cytat: ceizurac w 28 Październik 2020, 13:58:56
Cytat: Hajduk w 28 Październik 2020, 13:29:02
Cytat: ceizurac w 28 Październik 2020, 12:18:42
Lou Reed "New York" - posłuchałem i nie poruszył mnie zbytnio ten album; po prostu zwykłe piosenki, nawet bez przebojów.
Dwa przeboje były: "Dirty Boulevard" i "Romeo Had Julliette" ("latały" w Trójce).

Ale nie znów tak ponadczasowe jak np. "Perfect Day" czy też ""Walk on the Wild Side"; a miałem na myśli te bardzo znane, które (prawie) każdy zna.

na dobrą sprawę takich ponadczasowych hitów więcej Reed nie nagral- były pozniej mniej lub bardziej znane piosenki jednak czegoś takiego jak Perfect day już nigdy

u mnie IQ i The Resistance - tytuł w sam raz na sytuację społeczną w kraju ;)

Tak na prawdę Lou miał tylko jeden singlowy przebój - "Walk On The Wild Side". Wszystkie inne, które wspominacie ("Perfect Day", "Satelite Of Love") stały się jedynie tzw. "evergreenami", które po latach zna przeciętny odbiorca.

Powiedzmy sobie szczerze, że Lou nie jest przebojowy facetem. Trochę jak PH.
To co media uznają za "przebój" to nie jest adekwatne. Ja na przykład uznaję "NCY Man" z płyty "Set The Twiinght..." - mógłby być przebojem, ale się nie stał.
Świetna piosenka. Szanuję "Perfect Day" czy też "Walk on the Wild Side". Nie obchodzi mnie to. Lou po prostu nagrywa płyty. Niektóre słabsze niektóre lepsze.
...where I trade cigarettes in return for songs

Tercero

Tino Rossi, Vol. 1 "Les idoles de la chanson française"

Nie dla każdego
...where I trade cigarettes in return for songs

Sebastian Winter

Cytat: tercero w 28 Październik 2020, 23:25:07
Cytat: Hajduk w 28 Październik 2020, 18:28:53
Cytat: Sebastian Winter w 28 Październik 2020, 17:24:17
Cytat: ceizurac w 28 Październik 2020, 13:58:56
Cytat: Hajduk w 28 Październik 2020, 13:29:02
Cytat: ceizurac w 28 Październik 2020, 12:18:42
Lou Reed "New York" - posłuchałem i nie poruszył mnie zbytnio ten album; po prostu zwykłe piosenki, nawet bez przebojów.
Dwa przeboje były: "Dirty Boulevard" i "Romeo Had Julliette" ("latały" w Trójce).

Ale nie znów tak ponadczasowe jak np. "Perfect Day" czy też ""Walk on the Wild Side"; a miałem na myśli te bardzo znane, które (prawie) każdy zna.

na dobrą sprawę takich ponadczasowych hitów więcej Reed nie nagral- były pozniej mniej lub bardziej znane piosenki jednak czegoś takiego jak Perfect day już nigdy

u mnie IQ i The Resistance - tytuł w sam raz na sytuację społeczną w kraju ;)

Tak na prawdę Lou miał tylko jeden singlowy przebój - "Walk On The Wild Side". Wszystkie inne, które wspominacie ("Perfect Day", "Satelite Of Love") stały się jedynie tzw. "evergreenami", które po latach zna przeciętny odbiorca.

Powiedzmy sobie szczerze, że Lou nie jest przebojowy facetem. Trochę jak PH.
To co media uznają za "przebój" to nie jest adekwatne. Ja na przykład uznaję "NCY Man" z płyty "Set The Twiinght..." - mógłby być przebojem, ale się nie stał.
Świetna piosenka. Szanuję "Perfect Day" czy też "Walk on the Wild Side". Nie obchodzi mnie to. Lou po prostu nagrywa płyty. Niektóre słabsze niektóre lepsze.

zgadzam sie w 100 procentach- Lou nigdy nie nagrywał piosenek a albumy które są całością i w taki sposób należy ich słuchać- od pierwszego do ostatniego dzwięku
What can I say when, in some obscure way,
I am my own direction?

Sebastian Winter

u mnie Lou Reed właśnie i jego chyba najbardziej kontrowersyjna płyta: Metal Machine Music (1975) - nie mająca z klasycznym rockiem nic wspólnego- to muzyka pełna zapętlonych dźwięków gitary i przeróżnych zgrzytów i pisków- chwilami jej słuchanie rzeczywiście może niewprawionemu uchu przynieść duży dyskomfort- mnie ten album się podoba choć nie wracam do niego za często- momentami wydaję mi sie że w kilku miejscach Reed poszedł chyba za daleko z eksperymentami- choć oczywiście należy docenić klimat całości i intrygujący pomysł na muzykę- polecam Ceizuracowi aczkolwiek nie mam pewności że mu się spodoba :) Tercero nie polecam bo pewnie i tak już to zna
What can I say when, in some obscure way,
I am my own direction?

ceizurac

Cytat: Sebastian Winter w 29 Październik 2020, 14:09:06
u mnie Lou Reed właśnie i jego chyba najbardziej kontrowersyjna płyta: Metal Machine Music (1975) - polecam Ceizuracowi aczkolwiek nie mam pewności że mu się spodoba :)

Akurat znam ten album i też średnio mi podchodzi.
There's the thing, hold it close.
You had your fling. You laid your ghosts.

Time to leave, close the door.
You can't believe you wanted more,
more or less, al for the best
in the end it's al behind you.

There's the thing, for all you know
it's time to let go.

Tercero

Front 242 - Geography

Doskonały debiut. Nowo falowy industrial.
Polecam jak ktoś nie zna.
...where I trade cigarettes in return for songs

Tercero

Cytat: Sebastian Winter w 29 Październik 2020, 14:09:06
u mnie Lou Reed właśnie i jego chyba najbardziej kontrowersyjna płyta: Metal Machine Music (1975) - nie mająca z klasycznym rockiem nic wspólnego- to muzyka pełna zapętlonych dźwięków gitary i przeróżnych zgrzytów i pisków- chwilami jej słuchanie rzeczywiście może niewprawionemu uchu przynieść duży dyskomfort- mnie ten album się podoba choć nie wracam do niego za często- momentami wydaję mi sie że w kilku miejscach Reed poszedł chyba za daleko z eksperymentami- choć oczywiście należy docenić klimat całości i intrygujący pomysł na muzykę- polecam Ceizuracowi aczkolwiek nie mam pewności że mu się spodoba :) Tercero nie polecam bo pewnie i tak już to zna

Nie jest to dzieło epokowe, ale dobrze się słucha. Jedną taką płytę można popełnić choćby dla jakiegoś odświeżenia samego siebie (może żeby się trochę od-popowić ;-)
Przypomina mi to zabieg "Electronic Sound" Georga Harrisona z 1969.
Dla kogoś kto lubi taką "avangardę"
...where I trade cigarettes in return for songs

Sebastian Winter

teraz czas na elektroniczny industrial czyli Front Line Assembly i Gashed Senses & Crossfire (1989) - bardzo dobra rzecz [ok]
What can I say when, in some obscure way,
I am my own direction?

Hajduk

Cytat: tercero w 29 Październik 2020, 16:53:15
Cytat: Sebastian Winter w 29 Październik 2020, 14:09:06
u mnie Lou Reed właśnie i jego chyba najbardziej kontrowersyjna płyta: Metal Machine Music (1975) - nie mająca z klasycznym rockiem nic wspólnego- to muzyka pełna zapętlonych dźwięków gitary i przeróżnych zgrzytów i pisków- chwilami jej słuchanie rzeczywiście może niewprawionemu uchu przynieść duży dyskomfort- mnie ten album się podoba choć nie wracam do niego za często- momentami wydaję mi sie że w kilku miejscach Reed poszedł chyba za daleko z eksperymentami- choć oczywiście należy docenić klimat całości i intrygujący pomysł na muzykę- polecam Ceizuracowi aczkolwiek nie mam pewności że mu się spodoba :) Tercero nie polecam bo pewnie i tak już to zna

Nie jest to dzieło epokowe, ale dobrze się słucha. Jedną taką płytę można popełnić choćby dla jakiegoś odświeżenia samego siebie (może żeby się trochę od-popowić ;-)
Przypomina mi to zabieg "Electronic Sound" Georga Harrisona z 1969.
Dla kogoś kto lubi taką "avangardę"

Czytałem onegdaj anegdotę, że Lou zrobił to na złość wytwórni RCA, której był winien kolejny album (więc zapodał im dwie płyty sprzężeń).

ceizurac

Cytat: Hajduk w 29 Październik 2020, 17:58:28
Cytat: tercero w 29 Październik 2020, 16:53:15
Cytat: Sebastian Winter w 29 Październik 2020, 14:09:06
u mnie Lou Reed właśnie i jego chyba najbardziej kontrowersyjna płyta: Metal Machine Music (1975) - nie mająca z klasycznym rockiem nic wspólnego- to muzyka pełna zapętlonych dźwięków gitary i przeróżnych zgrzytów i pisków- chwilami jej słuchanie rzeczywiście może niewprawionemu uchu przynieść duży dyskomfort- mnie ten album się podoba choć nie wracam do niego za często- momentami wydaję mi sie że w kilku miejscach Reed poszedł chyba za daleko z eksperymentami- choć oczywiście należy docenić klimat całości i intrygujący pomysł na muzykę- polecam Ceizuracowi aczkolwiek nie mam pewności że mu się spodoba :) Tercero nie polecam bo pewnie i tak już to zna

Nie jest to dzieło epokowe, ale dobrze się słucha. Jedną taką płytę można popełnić choćby dla jakiegoś odświeżenia samego siebie (może żeby się trochę od-popowić ;-)
Przypomina mi to zabieg "Electronic Sound" Georga Harrisona z 1969.
Dla kogoś kto lubi taką "avangardę"

Czytałem onegdaj anegdotę, że Lou zrobił to na złość wytwórni RCA, której był winien kolejny album (więc zapodał im dwie płyty sprzężeń).

Też o tym czytałem, bodajże we wkladce o Lou w "Teraz Rocku".
There's the thing, hold it close.
You had your fling. You laid your ghosts.

Time to leave, close the door.
You can't believe you wanted more,
more or less, al for the best
in the end it's al behind you.

There's the thing, for all you know
it's time to let go.

Tercero

Front 242 - No Comment

Druga płyta zespołu. Bardzo dobra - No comment!
...where I trade cigarettes in return for songs

Sebastian Winter

#26802
Cytat: Hajduk w 29 Październik 2020, 17:58:28
Cytat: tercero w 29 Październik 2020, 16:53:15
Cytat: Sebastian Winter w 29 Październik 2020, 14:09:06
u mnie Lou Reed właśnie i jego chyba najbardziej kontrowersyjna płyta: Metal Machine Music (1975) - nie mająca z klasycznym rockiem nic wspólnego- to muzyka pełna zapętlonych dźwięków gitary i przeróżnych zgrzytów i pisków- chwilami jej słuchanie rzeczywiście może niewprawionemu uchu przynieść duży dyskomfort- mnie ten album się podoba choć nie wracam do niego za często- momentami wydaję mi sie że w kilku miejscach Reed poszedł chyba za daleko z eksperymentami- choć oczywiście należy docenić klimat całości i intrygujący pomysł na muzykę- polecam Ceizuracowi aczkolwiek nie mam pewności że mu się spodoba :) Tercero nie polecam bo pewnie i tak już to zna

Nie jest to dzieło epokowe, ale dobrze się słucha. Jedną taką płytę można popełnić choćby dla jakiegoś odświeżenia samego siebie (może żeby się trochę od-popowić ;-)
Przypomina mi to zabieg "Electronic Sound" Georga Harrisona z 1969.
Dla kogoś kto lubi taką "avangardę"

Czytałem onegdaj anegdotę, że Lou zrobił to na złość wytwórni RCA, której był winien kolejny album (więc zapodał im dwie płyty sprzężeń).

tak było- Reed wtedy fascynował sie free jazzem spod znaku Ornette'a Colemana i wytwórnia wpadła w panikę jak usłyszała Metal machine music

u mnie:

Lou Reed - Sally can't dance (1974) - choć płyta odniosła w USA spory sukces osiągając 10 miejsce na liście Billboardu, nie jest to dobry album- chyba nawet najgorszy w dyskografii artysty- wypełniony miałką i pretensjonalną muzyką w klimacie soulowo-funkowym- ponoć taką właśnie plytę zażyczyła sobie wytwórnia RCA i Reed musiał się do tego przystosować- stąd pewnie jego zemsta na MMM-  ratuję się tutaj właściwie tylko jedno nagranie: mroczne, gitarowe Kill your sons- opowieść inspirowana elektrowstrząsami jakim poddawany był nastoletni Lou w ramach prób "wyleczenia" go z biseksualizmu

Lou Reed - Rock 'n' Roll Animal (1974) - czyli koncertowy album Reeda z okresu wydania Sally can't dance- znakomity portret artysty, szczególnie że pojawiją się tutaj tez Velvetowe klasyki: Heroin, White Light/White Heat i Rock & Roll


What can I say when, in some obscure way,
I am my own direction?

Tercero

Cytat: Sebastian Winter w 29 Październik 2020, 20:18:24
Cytat: Hajduk w 29 Październik 2020, 17:58:28
Cytat: tercero w 29 Październik 2020, 16:53:15
Cytat: Sebastian Winter w 29 Październik 2020, 14:09:06
u mnie Lou Reed właśnie i jego chyba najbardziej kontrowersyjna płyta: Metal Machine Music (1975) - nie mająca z klasycznym rockiem nic wspólnego- to muzyka pełna zapętlonych dźwięków gitary i przeróżnych zgrzytów i pisków- chwilami jej słuchanie rzeczywiście może niewprawionemu uchu przynieść duży dyskomfort- mnie ten album się podoba choć nie wracam do niego za często- momentami wydaję mi sie że w kilku miejscach Reed poszedł chyba za daleko z eksperymentami- choć oczywiście należy docenić klimat całości i intrygujący pomysł na muzykę- polecam Ceizuracowi aczkolwiek nie mam pewności że mu się spodoba :) Tercero nie polecam bo pewnie i tak już to zna

Nie jest to dzieło epokowe, ale dobrze się słucha. Jedną taką płytę można popełnić choćby dla jakiegoś odświeżenia samego siebie (może żeby się trochę od-popowić ;-)
Przypomina mi to zabieg "Electronic Sound" Georga Harrisona z 1969.
Dla kogoś kto lubi taką "avangardę"

Czytałem onegdaj anegdotę, że Lou zrobił to na złość wytwórni RCA, której był winien kolejny album (więc zapodał im dwie płyty sprzężeń).

tak było- Reed wtedy fascynował sie free jazzem spod znaku Ornette'a Colemana i wytwórnia wpadła w panikę jak usłyszała Metal machine music

u mnie:

Lou Reed - Sally can't dance (1974) - choć płyta odniosła w USA spory sukces osiągając 10 miejsce na liście Billboardu, nie jest to dobry album- chyba nawet najgorszy w dyskografii artysty- wypełniony miałką i pretensjonalną muzyką w klimacie soulowo-funkowym- ponoć taką właśnie plytę zażyczyła sobie wytwórnia RCA i Reed musiał się do tego przystosować- stąd pewnie jego zemsta na MMM-  ratuję się tutaj właściwie tylko jedno nagranie: mroczne, gitarowe Kill your sons- opowieść inspirowana elektrowstrząsami jakim poddawany był nastoletni Lou w ramach prób "wyleczenia" go z biseksualizmu

Lou Reed - Rock 'n' Roll Animal (1974) - czyli koncertowy album Reeda z okresu wydania Sally can't dance- znakomity portret artysty, szczególnie że pojawiją się tutaj tez Velvetowe klasyki: Heroin, White Light/White Heat i Rock & Roll




Też miałem problem z tą płytą, ale tak dawno, że nie pamiętam. Teraz słucham i wydaje mi się ok.
To były takie czasy (pisałem o tym wcześniej).
...where I trade cigarettes in return for songs

LenoreLazuli

Edward Ka-Spel - Dance China Doll

Dziś wskoczył remaster na bandcampa  :D
Uneindeutig
Für immer: Neu