Ankieta
Pytanie:
Który z utworów zawartych na płycie "Islands" jest twoim ulubionym?
Opcja 1: Formentera Lady
głosy: 3
Opcja 2: Sailor's Tale
głosy: 8
Opcja 3: The Letters
głosy: 1
Opcja 4: Ladies of the road
głosy: 0
Opcja 5: Prelude: Song of the Gulls
głosy: 0
Opcja 6: Islands
głosy: 6
Pytanie proste. Właściwie mogło być jeszcze drugie - dlaczego właśnie "Islands" (opcja 6)? Ale może się mile zdziwimy? :)
Ja głosuję oczywiście na "Islands".
Formentera Lady
"Islands", ale to nie jest jedna z moich ulubionych płyt KC.
"Islands".
Sailor's Tale
Jednak "Islands", a na drugim miejscu "Sailor's Tale" [ok]
Formentera Lady, ale cała płyta jest cudowna :)
"Sailor's Tale".
Moja ulubiona płyta King Crimson więc ciężko wskazać jest mi ulubiony utwór. Niech będzie "Sailor's Tale", głównie za miażdzącą solówkę Frippa.
Dla mnie to najsłabsza płyta KC z pierwszego okresu, ale Formentera Lady/Sailor's Tale są genialne. Reszta utworów już nie.
Nie potrafie wybrać pomiedzy Sailor's Tale a Islands - ponieważ obie wspaniałe, a muzycznie od siebie tak odległe, że ciężko porównać. Formantera Lady niewiele im ustępuje... Generalnie poza przedostatnim Prelude: Song of the Gulls, płyta trzyma wysoki poziom. Kiedyś moja ulubiona pozycja KC.
"Sailor's Tale".
ok, zdecydowałem: "Sailor's Tale" za ogólny klimat no i za tą "brzęczącą", niezwykłą solówkę Frippa.
"The Letters" - za znakomity tekst o zazdrości i operowanie dynamiką. A skarga Collinsa na sakosofonie barytonowym przechodząca we freejazzowy "przedęty" jazgot to znakomita muzyczna ilustracja takiego stanu.
Wybór jest tu arbitralny - bo pod wieloma względami to moja ulubiona płyta KC (choć nie uważam jej za reprezentatywną czy najwbitniejszą w dyskografii). Po prostu gdyby nie debiut/albo obok niego - to album, który jest na mojej prywatnej liście dziesięciu ulubionych.
"Sailor's Tale", ale NIE w miksie Wilsona!
Cytat: Hajduk w 22 Lipiec 2010, 20:42:46
"The Letters" - za znakomity tekst o zazdrości i operowanie dynamiką. A skarga Collinsa na sakosofonie barytonowym przechodząca we freejazzowy "przedęty" jazgot to znakomita muzyczna ilustracja takiego stanu.
Wybór jest tu arbitralny - bo pod wieloma względami to moja ulubiona płyta KC (choć nie uważam jej za reprezentatywną czy najwbitniejszą w dyskografii). Po prostu gdyby nie debiut/albo obok niego - to album, który jest na mojej prywatnej liście dziesięciu ulubionych.
Również uwielbiam tekst Letters- niby nic szczególnego nie mówi ale sposób w jaki jest to napisane i zaprezentowane, stwarza niepowtarzalny klimat. Z resztą, moim zdaniem, cała płyta to jedna z najbardziej klimatycznych muzycznych ekspresji jakich kiedykolwiek można było usłyszeć.